By Paweł Landwójtowicz
Published on June 12th at 5:49pm
Kutry z Chłopów, czyli o otwartej głowie
Chłopy pod Mielnem to jedna z niewielu wsi na polskim wybrzeżu, gdzie rybacy nie mają portu. Kutry wyciąga się po prostu na plażę — stoją na piasku, między wydmą a falą, z czerwonymi chorągiewkami sieci łopoczącymi na wietrze. Stanąłem przy nich podczas niedawnej wycieczki i pomyślałem, że patrzę na coś więcej niż malowniczy kadr.

Łódź nie jest z piasku
Kuter na plaży wygląda spokojnie, niemal sennie. Ale przecież nikt nie zbudował go po to, by stał. Łódź ma sens tylko wtedy, gdy wypływa — piasek jest dla niej miejscem odpoczynku, nie przeznaczeniem.
Myślę, że podobnie jest z parafią. To, co znane i sprawdzone — rytm nabożeństw, utarte zwyczaje, formy duszpasterstwa, które „zawsze były" — daje poczucie bezpieczeństwa jak ciepły piasek pod kadłubem. I jest potrzebne. Ale wspólnota Kościoła, tak jak kuter, nie istnieje po to, by stać. Istnieje po to, by wypływać — ku ludziom, ku pytaniom, których wczoraj jeszcze nie było, ku czasom, które przychodzą niezależnie od tego, czy się ich spodziewamy.
„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!" (Łk 5,4)
Piotr usłyszał te słowa po nocy nieudanych połowów — gdy po ludzku wszystko mówiło: nie warto, już próbowaliśmy. Zarzucił sieci jeszcze raz, inaczej, w innym miejscu. To dla mnie jedna z najważniejszych ewangelicznych lekcji otwartej głowy.

Bez portu też można łowić
Najbardziej w Chłopach ujęło mnie to, że rybacy nie przestali łowić tylko dlatego, że nie mają portu. Znaleźli swój sposób: wyciągają łodzie wprost na brzeg, spuszczają je na wodę z plaży. Nie czekali, aż ktoś zbuduje im idealne warunki — dostosowali się do tych, które mają.
Patrzę na nadchodzące lata posługi w naszej wspólnocie trochę jak ci rybacy na morze. Warunki się zmieniają — i nie ma co udawać, że jest inaczej. Ale zmiana warunków nie musi oznaczać końca połowów; może oznaczać nowy sposób wypływania. Dlatego wciąż poszukuję nowych rozwiązań: jak lepiej słuchać, zanim zacznę planować; jak szerzej otwierać przestrzeń dla świeckich, którzy w Kościele nie są gośćmi, lecz domownikami; jak towarzyszyć małżeństwom i rodzinom tam, gdzie naprawdę toczy się ich życie. Nie wszystkie pomysły się sprawdzą — niejedna sieć wróci pusta. Ale gorsza od pustej sieci jest tylko ta, której nigdy nie zarzucono.

Na koniec — praktycznie
Mam prośbę i zaproszenie zarazem. Jeśli nosisz w sobie myśl o naszej parafii — co mogłoby w niej wyglądać inaczej, czego Ci brakuje, co warto spróbować — nie zatrzymuj jej dla siebie. Powiedz, napisz, zaczep mnie po Mszy. Otwarta głowa proboszcza na niewiele się zda, jeśli zabraknie głosów, których mógłby posłuchać. Łowi się przecież razem — w Chłopach nikt nie spuszcza kutra na wodę w pojedynkę.