By Paweł Landwójtowicz
Published on June 25th at 12:00am

Latarnia. O odnajdywaniu kursu — i o byciu światłem dla innych

Stałem u stóp kołobrzeskiej latarni. Czerwona, ceglana, wrośnięta w dawny fort — nie płynie nigdzie, nie goni za niczym. A jednak to dzięki niej statki znajdują drogę do portu.

Latarnia nie płynie

Pierwsze, co uderza: latarnia jest nieruchoma. Nie szuka okrętów, nie woła, nie biegnie na ratunek. Stoi. Jej siłą jest właśnie to, że trwa w jednym miejscu — i świeci.

W życiu też potrzebujemy takich stałych punktów. Trudno odnaleźć kurs, gdy wszystko wokół — i w nas — faluje. Potrzebny jest ktoś albo coś, co się nie chwieje: sumienie, wiara, modlitwa, kilka prawdziwych osób, do których zawsze można wrócić.

Na murze widnieje napis: „Zginęli na morzu". Morze bywa piękne i groźne zarazem. Dlatego światło nie jest ozdobą — bywa różnicą między powrotem a zatonięciem.

„Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce” (Ps 119,105)

Odnaleźć kurs

W porcie stało mnóstwo łodzi — a wśród nich barwny statek przebrany za piracki okręt. Uśmiechnąłem się: czasem i my lubimy się przebrać, zagrać kogoś, kim nie jesteśmy, popłynąć tam, gdzie głośno i kolorowo.

Statek wycieczkowy w stylu pirackim w porcie w Kołobrzegu

Nie ma w tym nic złego — póki pamiętamy, gdzie jest port. Nawet najbardziej efektowna łódź potrzebuje światła, by wrócić bezpiecznie. Odnaleźć kurs to nie znaczy nigdy nie zboczyć; to znaczy mieć punkt, według którego można się na nowo ustawić.

Być latarnią dla kogoś

I jeszcze jedno, może najważniejsze. Można nie tylko szukać światła — można nim być. „Wy jesteście światłem świata” — mówi Jezus (por. Mt 5,14). Nie przez to, że jesteśmy głośni czy wielcy, lecz przez to, że trwamy i świecimy spokojnie tam, gdzie nas postawiono.

Latarnia nie goni za statkami. Po prostu jest i daje światło — a to wystarcza, by ktoś w ciemności odnalazł drogę. Można tak być dla dziecka, dla współmałżonka, dla przyjaciela w kryzysie, dla kogoś, kto właśnie traci kurs.

Na koniec — praktycznie

Słońce nad morzem

Słońce nad morzem wraca każdego dnia — wierne, ciche, niezawodne. Zostawiam dwa pytania. Pierwsze: kto był dla mnie latarnią — i czy zdążyłem mu podziękować? Drugie: dla kogo w tym tygodniu mogę być stałym, spokojnym światłem — nie ratując na siłę, lecz po prostu będąc i świecąc?

© 2026 Paweł Landwójtowicz, All rights reserved.