By Paweł Landwójtowicz
Published on June 29th at 12:00am
Piotr i Paweł — tak różni, a jeden fundament. Słowo w dzień imienin
Wczoraj, w uroczystość świętych apostołów Piotra i Pawła, obchodziłem swoje imieniny. Patrzę na dwie ikony — dwóch ludzi tak bardzo różnych, a postawionych obok siebie: w jednym święcie, na jednym fundamencie.
Dwóch tak różnych
Piotr — rybak znad jeziora. Porywczy, gwałtowny, chodzący skrótami serca. Wyznał wiarę jak nikt inny — i jak nikt inny zaparł się Mistrza.
Paweł — uczony faryzeusz, człowiek ksiąg i gorliwości. Najpierw prześladował Kościół, aż padł na drodze do Damaszku i już się nie podniósł ten sam.
Trudno o dwóch bardziej odmiennych. A jednak Kościół nie świętuje ich osobno — łączy w jednym dniu. Jakby chciał powiedzieć: do zbudowania jednej wspólnoty potrzeba różnych ludzi.
„Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20)
To zdanie Pawła noszę w sobie szczególnie — bo to imię i ten patron przypadły także mnie.
Razem, choć nie zawsze zgodnie
Jest ikona, która zawsze mnie porusza: Piotr i Paweł w mocnym, braterskim uścisku.
A przecież nie zawsze się zgadzali. Paweł potrafił „przeciwstawić się Piotrowi w oczy" (por. Ga 2,11), gdy uznał, że trzeba. Mimo to pozostali braćmi i razem oddali życie za Ewangelię.
Ten uścisk to nie jest wymuszona zgoda. To jedność, która nie boi się różnicy. W Kościele — ale też w rodzinie i w przyjaźni — można się różnić, czasem nawet spierać, a mimo to trwać razem i budować to samo.
Nosić imię Apostoła
Imię to nie tylko etykieta. To trochę zadanie. Nosić imię Pawła znaczy dać się wciąż nawracać — bo jego nawrócenie nie skończyło się pod Damaszkiem, trwało całe życie. Znaczy też zgodzić się, że łaska działa nieraz przez naszą słabość, a nie mimo niej (por. 2 Kor 12,9).
Nie wybrałem sobie tego patrona — raczej on, przez imię, trochę wybrał mnie. I co roku w ten dzień pytam siebie: czy idę tam, dokąd jestem posłany?
Dziękuję
Wszystkim, którzy pamiętali o moich imieninach, składam serdeczne „Bóg zapłać". Modlitwa to najpiękniejszy prezent — odwzajemniam go modlitwą za Was.
A na koniec zostawiam pytanie, które sam sobie dziś stawiam: kto jest dla mnie „Piotrem i Pawłem" — kimś, kto choć inny ode mnie, niesie razem ze mną to samo? I czy umiem, jak oni, podać rękę także wtedy, gdy się różnimy?