Autor Paweł Landwójtowicz
Opublikowano 28.07.2026, 00:00

Samotność nie jest taka zła, jak się wydaje

Samotności boimy się, zanim jeszcze zdążymy ją dobrze poznać. Uciekamy przed nią w telefon, w telewizor, w hałas włączony gdzieś w tle — jakby cisza sama w sobie była wrogiem. A może to nie samotność jest problemem, tylko to, że nigdy się na nią nie zgodziliśmy?

Cisza, która przestraszyła mnie najbardziej

Pamiętam wieczór, gdy zostałem sam — naprawdę sam, bez planu, bez telefonu pod ręką, bez żadnego „zaraz do kogoś zadzwonię". Pierwsze pół godziny było nie do wytrzymania. Wstawałem, siadałem, znowu wstawałem. Szukałem czegokolwiek, co wypełniłoby tę ciszę.

A potem coś się przełamało. Usiadłem i przestałem uciekać. I dopiero wtedy ta sama cisza, która chwilę wcześniej mnie przerażała, zaczęła mówić do mnie czymś innym.

Zrozumiałem później, że to, przed czym uciekałem, wcale nie było samotnością. Był to mój brak zgody na nią.

Wiersz, który to nazwał

Trafiłem kiedyś na krótki tekst Anny Kamieńskiej — poetki, która wiedziała, o czym pisze. Kiedy w 1967 roku zmarł jej mąż, poeta Jan Śpiewak, została sama z ogromną raną. I właśnie w tej ranie, w żałobie opisywanej potem latami w „Notatniku", zaczęła się jej droga powrotu do wiary. Kamieńska nie pisała o samotności z bezpiecznej odległości. Pisała z jej środka. Może dlatego nigdy nie zapomniałem tych kilku zdań:

Trzeba zgodzić się wewnętrznie na samotność, aby móc wypełnić ją pracą, wysiłkiem, miłością, modlitwą.

Samotności, na którą się nie godzimy, nie da się niczym wypełnić.

— Anna Kamieńska

To jeden z tych tekstów, które w kilku wersach mówią więcej niż niejedno kazanie. Kamieńska nie twierdzi, że samotność jest przyjemna. Mówi coś innego, ważniejszego: że jej jakość zależy od tego, czy się na nią zgadzamy, czy z nią walczymy. Ta sama cisza może być celą więzienną albo pracownią — a różnica nie leży w ciszy, tylko w nas.

Puste krzesło przy oknie, ciepłe światło

Zgoda, nie ucieczka

W pracy terapeutycznej widzę to bardzo wyraźnie: ludzie, którzy najbardziej cierpią z powodu samotności, to często wcale nie ci, którzy są najbardziej sami. To ci, którzy nie potrafią być sami — dla których każda chwila bez towarzystwa, bez bodźca, bez telefonu w ręku jest czymś, co trzeba jak najszybciej zagłuszyć.

Paradoks polega na tym, że im usilniej uciekamy przed samotnością, tym pewniej ona nas dogania. Pustka nie znika, kiedy ją zagłuszamy — tylko cierpliwie czeka na najbliższy moment ciszy. A gdy wreszcie się na nią zgadzamy, dzieje się coś odwrotnego: przestaje być wrogiem i staje się przestrzenią.

To rozróżnienie, które mistrzowie życia duchowego znają od wieków, a które dziś potwierdza także psychologia: samotność i osamotnienie to nie to samo. Osamotnienie jest raną — doświadczeniem odcięcia, opuszczenia, bycia niechcianym. Samotność przyjęta jest natomiast miejscem spotkania: ze sobą, z drugim człowiekiem, z Bogiem. Języki mądrzejsze od polszczyzny mają zresztą na to dwa osobne słowa — angielskie loneliness to ból, solitude to dar. Cała sztuka polega na tym, by z pierwszego przejść do drugiego.

On też odchodził na miejsca osobne

Jest w Ewangelii pewien powracający obraz, na który długo nie zwracałem uwagi. Jezus — otoczony tłumami, rozrywany przez potrzebujących — regularnie znika. „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił" (Mk 1,35). Łukasz dopowiada, że czynił tak stale: „usuwał się na pustkowie i tam się modlił" (por. Łk 5,16).

Jeśli sam Bóg-Człowiek potrzebował samotności, żeby rozmawiać z Ojcem, to może nie jest ona wcale stanem awaryjnym, który trzeba czym prędzej naprawić. Może jest po prostu warunkiem głębi. Nikt, kto nigdy nie bywa sam, nie usłyszy tego, co da się usłyszeć wyłącznie w ciszy.

Czym wypełnić samotność

Kamieńska wymienia cztery rzeczy: pracę, wysiłek, miłość, modlitwę. Warto się nad nimi zatrzymać, bo żadna z nich nie znalazła się tam przypadkiem.

Praca i wysiłek — bo samotność przyjęta nie jest bezczynnością. To czas, w którym można wreszcie coś zrobić bez pośpiechu i bez oglądania się na innych: przeczytać odkładaną książkę, uporządkować dom albo własne myśli, napisać list, który od dawna czekał.

Świeca i otwarty notatnik na drewnianym stole

Miłość — bo, wbrew pozorom, samotność dobrze przeżyta uczy kochać lepiej. Ten, kto potrafi być sam, nie wchodzi w relacje z rozpaczliwej potrzeby, by ktokolwiek wypełnił jego pustkę. Wchodzi w nie z wolności — i dlatego może naprawdę wybrać drugiego człowieka, a nie tylko uchwycić się go jak koła ratunkowego.

Modlitwa — bo w końcu, gdy ucichnie już wszystko dookoła, zostaje pytanie: czy jestem naprawdę sam, czy Ktoś jest ze mną w tej ciszy? Wielu świętych powtarzało na różne sposoby tę samą myśl: samotność to miejsce, w którym Bóg czeka najcierpliwiej, bo tylko tam nikt Go nie zagłusza.

Złożone dłonie w ciepłym świetle

Od czego zacząć

Nie trzeba od razu rekolekcji w pustelni. Wystarczy kwadrans dziennie — ale uczciwy: bez telefonu, bez słuchawek, bez radia w tle. Może to być spacer bez celu, kawa wypita przy oknie, chwila w pustym kościele w drodze z pracy. Na początku będzie trudno — umysł, odzwyczajony od ciszy, zacznie się buntować i podsuwać sto pilnych powodów, żeby wstać. To normalne. Ten opór nie jest znakiem, że robimy coś złego; jest znakiem, że dotykamy czegoś ważnego.

I jeszcze jedno: zgoda na samotność nie oznacza rezygnacji z ludzi. Przeciwnie — kto oswoił własną ciszę, wraca do innych uważniejszy, cierpliwszy, mniej głodny. Samotność i wspólnota nie są konkurentkami. Są jak wdech i wydech: jedno bez drugiego się dusi.

Zamiast wniosku — pytanie do ciebie

Samotność nie jest taka zła, jak się wydaje — pod warunkiem, że przestaniemy przed nią uciekać. To, czego boimy się w ciszy, rzadko okazuje się potworem. Częściej okazuje się nami samymi — czekającymi, aż wreszcie usiądziemy i pozwolimy się usłyszeć.

A ty — kiedy ostatnio byłeś sam, naprawdę sam, bez ucieczki? I co wtedy usłyszałeś?


Zdjęcia: wygenerowane w Canva.

Tagi: @raw() Array, Array, Array, Array, Array, Array @endraw

Cisza, która mówi

Co jest ze mną nie tak? Może nic

Czego nauczyło mnie morze

© 2026 Paweł Landwójtowicz, All rights reserved. Polityka prywatności