Autor Paweł Landwójtowicz
Opublikowano 11.06.2026, 13:05
Cisza, która mówi
Wieczorem, gdy plebania cichnie, najtrudniejsze okazuje się jedno: nie zapełniać tej ciszy niczym. Ani radiem, ani telefonem, ani nawet modlitwą z książeczki. Po prostu w niej pobyć.
Cisza nie jest pusta
Przywykliśmy traktować ciszę jak brak — brak dźwięku, brak bodźców, brak zajęcia. Tymczasem tradycja duchowa Kościoła od wieków upiera się przy czymś przeciwnym: cisza jest pełna. To w niej Eliasz rozpoznał Boga — nie w wichurze, nie w trzęsieniu ziemi, nie w ogniu, ale w łagodnym powiewie. Jakby Bóg celowo wybierał najcichszy kanał, żeby sprawdzić, czy naprawdę słuchamy.
Pięć minut na początek
Nie trzeba od razu jechać do pustelni. Wystarczy pięć minut dziennie: usiąść, odłożyć telefon do innego pokoju, pozwolić myślom przepłynąć — bez gonienia ich i bez walczenia z nimi. Na początku będzie niewygodnie; umysł przyzwyczajony do ciągłego szumu protestuje jak dziecko, któremu zabrano zabawkę. Ale po jakimś czasie pod warstwą niepokoju odsłania się coś spokojniejszego. Niektórzy nazwą to wytchnieniem. Wierzący rozpozna w tym przedsionek modlitwy.
Na koniec — praktycznie
Spróbuj dziś wieczorem: pięć minut ciszy przed snem, bez żadnego zadania do wykonania. Nie oceniaj, czy „wyszło". Sama obecność wystarczy — reszta nie należy do nas.
Tagi: wiara, odpoczynek
Zobacz też
Co jest ze mną nie tak? Może nic
Dlaczego pytanie „co jest ze mną nie tak" bywa źle postawione — o myśleniu systemowym wyjaśnionym prostym językiem.
Czego nauczyło mnie morze
O falach, które nie znają planów rocznych, i o miejscu, w którym każdy z nas oddycha pełniej.
Czy terapia kłóci się z wiarą?
Czy terapia to brak zaufania do Boga? O tym, dlaczego łaska i psychologia nie konkurują ze sobą.